Teraz energia odnawialna
Teraz energia odnawialna - prof. Mirosław Dakowski
Jeszcze przed kilkunastoma laty jako paliwa do ogrzewania na wsi używało się węgla lub drewna. Dopiero niedawno wciśnięto jej mieszkańcom drogie surowce: gaz i olej opałowy. Jeśli paliwem była biomasa, to do grzania służyły piece kaflowe i kuchnie (sprawność ok. 20%), „kozy” oraz kotły C.O. o sprawności ok. 45%. Obecnie ilość nowoczesnych kotłów na paliwo nisko-kaloryczne o sprawności ponad 85% przekracza 240 tys. szt., a moc zainstalowana wynosi ponad 6 GW. Ilość firm produkujących oficjalnie takie kotły przekroczyła setkę. Znamy już całe regiony wiejskie, które „podziękowały” za zbyt drogie paliwa kopalne. Ten sukces możliwy był dzięki taniości nowych, wysoko-sprawnych technologii oraz ogromnemu rozproszeniu produkcji kotłów. Mamy też kotłownie na biomasę, lecz tu kontratak lobby paliw kopalnych jest groźny i na razie dość skuteczny.
Ten sukces „biomasy stałej” jest ogromnym kontrastem w porównaniu z sytuacją biopaliw ciekłych, gdzie rozwój blokowany jest nie przez brak technologii (mamy bowiem doskonałe, znane od kilkunastu lat technologie), ani wysokie koszty, lecz przez brutalną konkurencję między nowobogackimi „obszarnikami” a lobbies paliwowymi. Dzieje się to kosztem użytkownika i polskiej gospodarki. W dziedzinie biogazu Polska nie poszła drogą Chin, gdzie władza wylansowała (czy wymusiła) budowę milionów prostych biogazowni. W tych dziedzinach proponujemy sprawdzoną w Polsce „ścieżkę kotłów” – ewolucję od dołu.
O energiach odnawialnych mówi się w Polsce wiele i od dawna. Ale robi mniej. Główne argumenty „za” to:
• ciągły wzrost cen nośników kopalnych – importowanych i rodzimych – przy coraz bardziej monopolistycznych tendencjach kontroli i podwyższania tych cen,
• potrzeba zwiększenia konkurencyjności w porównaniu z krajami OECD (obniżenie kosztów produkcji),
• potrzeba zmniejszenia zanieczyszczenia środowiska,
• w aspekcie integracji z Unią Europejską – nadzieje na jakieś „pieniądze unijne”,
• potrzeba przeciwdziałania ubożeniu rolników.
Biomasa dzieli się na stałą, ciekłą i biogaz. Do energii odnawialnych zaliczamy głównie geotermię, wiatr, małe elektrownie wodne, kolektory słoneczne. Na promocje tych nośników poszły spore pieniądze. A tymczasem w roku 2001 aż 94% energii odnawialnej (w postaci ciepła) w Polsce pochodziło z kotłowni i kotłów na drewno/słomę. Prawie cała reszta (ok. 5%) – z elektrociepłowni na odnawialne odpady przemysłowe. Czemu inne rodzaje energii odnawialnych ciągle jeszcze mają znaczenie marginalne?
Niedawno Komitet ds. Gospodarki Energetycznej NOT wysłuchał referatu „Stan ciepłownictwa polskiego”, który wygłosił prezes Izby Gospodarczej „Ciepłownictwo Polskie”. Po wystąpieniu Prezesa, pełnym danych i wskaźników, jeden z ekspertów zapytał, kiedy i jak Izba przewiduje obniżenie cen ciepła o np. 25%, wobec niemożności zapłacenia za zbyt drogie ciepło przez dużą część mieszkańców miast. Pytanie wywołało niechętną i zażenowaną odpowiedź na temat sposobów zmuszenia klientów do płacenia za „pobrane ciepło”. Moja uwaga, że duża część miasteczek i przedmieść zrezygnowała z ciepła „centralnego” na rzecz ciepła tańszego nie o 25%, lecz dwu lub trzykrotnie (sic!), uzyskiwanego z biomasy poprzez kotły i kotłownie o sprawności 85-93% – wywołała uśmiech i sprostowania, bo przecież „ciepło” to centralna ciepłownia, a nie jakieś tam kotły na śmieci! A poza tym – podobno „dane na temat użycia biomasy nie są wiarygodnie zarejestrowane w statystykach GUS-u”, a użycie to, wg Prezesa, „jest marginalne”. Pokazuje to, że „centralni ciepłownicy” nie chcą wiedzieć o radykalnej zmianie, jaka dokonała się na wsi i pod miastem w ostatnich 12 latach.
Ok. 1988 r. zaprojektowano i wypróbowano pierwsze udane kotły C.O. na paliwa niskokaloryczne (biomasę w różnej postaci). Kotły takie mają wielką sprawność (do 93%), mimo że pali się w nich „śmieciami”. Produkuje je już co najmniej osiem poważnych firm i kilkanaście warsztatów pozafiskalnych. Zacięta i realna konkurencja między nimi powoduje, że ceny nie rosną od co najmniej dwóch lat, a zyski producenta zachowywane są poprzez stałe ulepszenia konstrukcji i obniżkę masy kotłów. O wielkim zapotrzebowaniu rynku na tanie i proste konstrukcje świadczy m.in. fakt, że kilka ze znanych mi firm powiększa od paru lat swą produkcję o 80% co roku, mimo nadmiernego obciążenia fiskalnego, recesji itp. Oferta kotłów typu szeregowego obejmuje moce od 10 kW do 700 kW. Najczęściej sprzedawane są kotły o mocach 17 i 20 kW. Cena kotła dla domku o pow. 100-200 m2 wynosi ok. 1300-2000 zł. W porównaniu z gazem, zwrot tej inwestycji następuje po połowie sezonu grzewczego!
Sumaryczną ilość kotłów zbudowanych w ostatnich dziesięciu latach w firmach płacących podatki oceniam na 190 tys. szt. Poprawką było uwzględnienie produkcji firm „krzak” (pozafiskalnych) lub pojedynczych ślusarzy czy majsterkowiczów, którzy spawają kotły „na czarno”. Ocena ilości tych kotłów wynosi 25% ilości kotłów firmowych. Poprawka na kotły „nielegalne” podnosi więc całkowitą ilość na ok. 240 tys. szt. Trwałość (technologiczną i związaną z modą) kotłów oceniam na 10 lat. Oszacowana moc całkowita kotłów C.O. wynosi 6 +- 1,5 GW. Jest to zatem odpowiednik sześciu dużych reaktorów jądrowych (np. WWR 1000), za które zapłacilibyśmy po ok. 1 miliard dolarów za każdy, a drugie tyle w formie odsetek.
Jest już w Polsce ponad setka firm produkujących dobre kotły na biomasę. Pomniejszych warsztatów jest o wiele więcej, ich ilość jest płynna. Ta płynność jest często związana z ucieczką przed fiskusem. Istnieje też już co najmniej kilkadziesiąt firm produkujących brykiety i pellety ze słomy i odpadów drewna. Niestety – zbyt na razie wysokie ceny produktu (rzędu 180-200 zł/tona) są przyczyną wolniejszego wzrostu tej gałęzi obróbki biomasy. Regiony, które w znacznym stopniu zrezygnowały z zakupu drogich nośników energii kopalnych i grzeją się „energią własną”, to Bieszczady, rzeszowskie, duża część Podhala, białostockie i Podlasie, Pomorze, duże obszary Śląska.
Ilości biomasy nadającej się do celów energetycznych produkowanej corocznie w Polsce ocenia się na ok. 30 milionów tce (tons of coal equivalent). Jest to ilość zapewniająca niezawisłość energetyczną wsi.
Jak ten sukces biomasy stałej przenieść na inne rodzaje energii odnawialnych? W latach 70. i 80. co światlejsi przedstawiciele „partii i rządu” nakazywali budowę biogazowni. Padły one po paru latach z powodu dwóch czynników: a) były „państwowe”, czyli niczyje, oraz b) były za duże, związane z eksperymentami bezściółkowej hodowli bydła. Obecnie ogromna ilość biomasy (trawy, liście, gałązki, ścieki bytowe itp.) traktowana jest jako „odpad” czy „śmieci”. Część – suche badyle na łąkach, nieużytkach i przy drogach, jest z uporem idioty wypalana na przedwiośniu, powodując pożary, niszczenie korzeni oraz owadów itp.
Gdy inżynier z fantazją zaprojektuje szczelny, lekki i tani reaktor biogazowy dla wsi lub dla grupy domów, wylansujemy ten model tak, jak wylansowaliśmy kotły „Żubr” i podobne. Może choć wtedy pomogą „publiczne” radio i TV. A widok płomienia „własnego gazu” w kuchence przekona nawet najzaciętszego kretyna („wypalacza łąk”) do zgrabienia badyli i wykorzystania z pożytkiem. Dla uruchomienia lawiny najważniejsza jest prostota i taniość urządzenia i obsługi.
Mamy ogromny areał ziem nadających się pod uprawę rzepaku. Mamy technologie tłoczenia oleju rzepakowego na zimno. Dają one wysokowartościowe wytłoki (makuchy) o dużej zawartości białka i do 10% zawartości tłuszczu. Mamy już od 5-8 lat sprawdzone technologie trans-estryfikacji oleju rzepakowego do paliwa nadającego się bezpośrednio do wszelkich silników diesla (ciągniki, samochody, silniki stacjonarne) oraz na smary. Technologie opracowane i wypróbowane w Polsce zapewniają tanią i bezpieczną produkcję paliwa dobrej jakości. Jednocześnie dają wytłoki, słomę do kotłów C.O. i frakcję glicerynową. Trans-estryfikacja następuje tu powoli, w odstojnikach. W międzyczasie powstały technologie ciągłe, w których sedymentację po estryfikacji zastępuje szybki, dynamiczny proces ciągły. Wydajność procesu rośnie znacznie, możliwe są małe gabarytowo agrorafinerie o wydajności 3-10 tys. ton rocznie.
Niestety ogromne wysiłki ludzi nauki i techniki usiłujących uruchomić te technologie na wielką skalę, okazały się bezskuteczne. Na przeszkodzie stanęła biurokracja, szczególnie fiskalna (VAT-y, pity i akcyzy) oraz patologiczne związki między grupami utrzymującymi się u władzy a grupami finansowymi o wątpliwym pochodzeniu. Wystarczy zacytować tytuły rozdziałów projektu ustawy o biopaliwach, przekazanej do senatu, a potem zawetowanej przez prezydenta RP: Zezwolenia, Limity, Ceny minimalne i umowy kontraktacji, Komisja Porozumiewawcza d/s..., Wytwarzanie i obrót („Minister określi, w drodze rozporządzenia, jednostki certyfikujące, upoważnione...”, „...przekazują do 20 dnia miesiąca sprawozdania kwartalne... ministrowi właściwemu” itp.), Przepisy karne. Wszystko to jak z koszmarnego snu o komunistycznej biurokracji. Cel oczywisty – utrzymanie produkcji biopaliw w ryzach zakazów/nakazów, czyli utrwalenie monopolu neoobszarników i „kreowanie miejsc pracy” dla spokrewnionej biurokracji.
Z drugiej strony na przeszkodzie stanęły interesy lobby paliw importowanych. Prezydent zawetował tę ułomną ustawę. Przy okazji w TV i prasie usłyszeliśmy i przeczytaliśmy setki alarmów na temat „szkodliwości” biopaliw dla silników i o ogromnych kosztach tych paliw. To zastraszanie stoi w sprzeczności z wynikami poważnych badań laboratoryjnych w Polsce oraz z praktyką krajów rozwiniętych. Nowa wersja ustawy nie eliminuje powyższych wad. Celem ustawy powinno być jak najdalej idące ułatwianie produkcji i dystrybucji bio-estrów oraz alkoholi do celów transportowych. Tymczasem koszty dotychczasowej blokady sytuacji ponoszą rolnicy, producenci i użytkownicy energii, a także użytkownicy pojazdów – szerzej: cała gospodarka.
Jak przeciwstawić się tym patologiom? Czy przy tak mocnych i bezwzględnych przeciwnikach rolnicy i użytkownicy mogą wygrać? Tak, mogą. Konieczne jest budowanie wielu niedużych agrorafinerii. Praca dla siebie, dla swoich ciągników, swoich krów czy świń pozwoli na uniknięcie niejasności przepisów oraz obciążeń podatkowych. Umożliwi to uzyskanie paliwa po koszcie ok. 1,5 zł/litr. I zapewni środki na zatrudnienie technologów utrzymujących stałą i wysoką jakość paliwa. Resztę zostawmy rynkowi. Ale jego mechanizmy zadziałają jedynie wtedy, gdy agrorafinerii będzie dużo, co najmniej setki. Program taki ustabilizuje również areał uprawy rzepaku, usunie więc niepewności rolników co do popytu. Da sporo miejsc pracy na styku rolnictwa i przetwórstwa rolnego oraz własne nośniki energii dla transportu i ogrzewania wsi.
Prof. Mirosław Dakowski
Źródło:
www.obywatel.org
- Zaloguj się by odpowiadać
